opowieści

Historia pewnej miłości

Styczeń 17, 2017

Są na świecie miejsca, które, pewnie nieco na wyrost, można nazwać przeklętymi. Są nacje i narody, które tak są określane. Są wreszcie ludzie, po których nie można spodziewać się niczego dobrego. Właśnie wśród takich ludzi, w takim narodzie i w takim miejscu, pomimo tego, że nikt się tego nie spodziewał, zaczyna się historia pewnej miłości.

Bliski Wschód nigdy nie był idealnym miejscem do życia. Pustynie, wysokie temperatury, zdarzające się susze. Nie raz i nie dwa mieszkańcy nawiedzonych upałami rejonów z obawy przed głodem spowodowanym wysuszeniem plonów, musieli uciekać do sąsiednich krain. Gdy wszystko wskazywało na to, że Judeę po raz kolejny nawiedzi kilkuletnia susza, Elimelek nie chciał czekać, aż zacznie odczuwać jej skutki. Zabrał swoją żonę Noemi, dwóch synów, osły i cały dobytek i ruszył w daleką drogę na wschód. Wcale się nie cieszył. Przede wszystkim nie był zadowolony z obranego kierunku – na wschód od Judei była jedyna kraina, w której Elimelek na pewno nie chciał zamieszkać. Moab, ziemia przeklęta przez samego Boga. Mężczyzna nie miał jednak innego wyjścia, wszędzie indziej panowała susza.

Moab nigdy nie cieszył się wśród Żydów dobrą opinią. Zgodnie z przekazywaną ustnie tradycją, jej pierwszymi mieszkańcami były dzieci, zrodzone z kazirodczego związku córki Lota z własnym ojcem. Trudno się więc dziwić, że o Moabitach, jako o ich potomkach, mało kto myślał dobrze. Podobnie było w przypadku Elimeleka – uważał mieszkańców krainy, do której zmierzał za zakałę ludzkości. Bardzo szybko przekonał się jednak, że niekoniecznie musiał mieć rację. Już po kilku miesiącach wspólnego mieszkania dostrzegł, że życie, które wraz z rodziną wiódł na obczyźnie wcale nie było tak złe, jak na początku mu się wydawało. Elimelek przeżył w Moabie wiele szczęśliwych lat, jego synowie znaleźli tam kochające żony, a rodzina nigdy nie zaznała głodu.

Po wielu latach zmarł Elimelek, dość szybko zmarli też jego synowie, pozostawiając samotne żony. To pierwszy trudny moment w tej historii, a takich niestety będzie w niej jeszcze trochę. W czasach, w których ma miejsce ta historia, samotnym kobietom nie żyło się łatwo, zwłaszcza jeśli los rzucił je z daleka od rodziny, tak jak to było w przypadku Noemi. Kobieta wiedziała, że zostając w Moabie praktycznie skazuje się na śmierć. Bez męskiej opieki, nie byłaby w stanie zadbać o własne utrzymanie, jedzenie, miejsce do mieszkania. Dlatego też zdecydowała się wrócić do Judei – w Betlejem, z którego pochodziła, wciąż mieszkali krewni jej i jej męża, na których pomoc mogła liczyć.

Przed odejściem z Moabu Noemi wezwała do siebie swoje dwie synowe, podziękowała im za ich miłość i pomoc i poprosiła, by wróciły do swoich domów rodzinnych. Obie były jeszcze młode, obie miały szanse na zamążpójście i ułożenie sobie szczęśliwego życia. Noemi nie chciała zabierać im szczęścia, które los tak gwałtownie odebrał jej. Pierwsza z kobiet, po dłuższych namowach, zdecydowała się wrócić do własnej mamy, druga postanowiła jednak zostać przy teściowej.

– Gdzie Ty pójdziesz, tam ja pójdę – powiedziała Rut i wraz z Noemi ruszyła w drogę do Judei.

Choć minęło już wiele lat od kiedy Elimelek z rodziną opuścili swoją rodzinną krainę, wiele kobiet mieszkających w całej okolicy rozpoznało w Noemi swoją dawną sąsiadkę. Z radością, której Noemi w sobie nie czuła, witały się z nią i pytały o lata przeżyte w Moabie. Noemi nie potrafiła podzielić ich euforii. Kiedyś była dla nich wszystkich samą słodyczą, teraz jednak czuła się gorzka jak piołun. Nic nie potrafiło tego zmienić, ani szczebiot dawnych przyjaciółek, ani okoliczności przyrody – śpiew ptaków leniwie latającymi nad falującymi na wietrze kłosami dorodnego zboża. Wraz z Elimelekiem dla Noemi umarło szczęście.

Rut zamieszkała w Betlejem z teściową. Powoli miały dni, powoli mijały też noce. Kobietom z dnia na dzień ubywało zapasów przyniesionych jeszcze z Moabu, coraz mniej miały też rzeczy, które mogłyby wymienić na podpłomyki czy chociaż kłosy zboża. Wielkimi krokami zbliżał się dzień, w którym Noemi i Rut musiały podjąć jakąś pracę, by mieć co włożyć do garnka. To niestety nie były czasy, w których mogły liczyć na pomoc socjalną – o wszystko musiły zatroszczyć się same.

Rut, jako młodsza i sprawniejsza za namową teściowej poszła na leżące nieopodal pole, na którym trwały sianokosy. Miała nadzieję, że słudzy pilnujący pola pozwolą jej pozbierać przeoczone przez  żniwiarzy kłosy, z których można byłoby przygotować mąkę na podpłomyki. Nie przypuszczała, że właśnie taka praca, całkowicie zmieni jej życie.

Pole, na którym pozwolono Rut zbierać kłosy należało do Booza, bogatego i znanego w Betlejem mężczyzny w średnim wieku. Rzadko bywał onna swoim polu, to jego słudzy pilnowali tam pracy. Traf jednak chciał (a może to nie był traf?), że tym razem przejeżdżał przez pole i dostrzegł Rut zbierającą kłosy. Zdziwiło go to. Wiedział, że nie zatrudniał do takiej pracy żadnej kobiety. Nie rozpoznał w niej też żadnej z uwijających się w poszukiwaniu przeoczonych ziaren kobiet, które widział do tej pory.

– Czyja jest ta młoda kobieta? – spytał sługę pilnującego żniwarzy.

– To jest młoda Moabitka, która przyszła z Noemi z ziemi Moabu – odpowiedział mężyczna. – Powiedziała ona: Pozwólcie mi szukać i zbierać kłosy za żniwiarzami. Przyszła i pozostała od rana aż dotąd, a jej odpoczynek w domu był krótki – dodał.

Booza bardzo zainteresowała młoda kobieta. Zaimponował mu jej zapał do pracy. Słyszał zresztą o niej już wcześniej. O tym, że pozostawiła swoją krainę, swój dom i rodzinę i z matką swojego zmarłego męża ruszyła do Judei. Nie można nie powiedzieć, że wzbudziła tym u Booza spory szacunek. Tak duży, że Booz nie tylko pozowolił jej zbierać ziarna na swoim polu, ale zapewnił jej również pokarm i napoje w czasie pracy – coś, co w tamtych czasach nie było wcale czymś oczywistym.

Jeszcze tego samego dnia Booz wziął na stronę swoich pracowników i przykazał im pozwolić Rut na zbieranie kłosów razem z nimi, nawet między snopami, choć oni sami jeszcze nie zdążyli zebrać wszystkiego, co widzieli.

Gdy Rut wróciła wieczorem i opowiedziała teściowej o tym, co ją dziś spotkało, o mężczyźnie poznanym w czasie pracy i o jego dobroci, Noemi początkowo nie mogła uwierzyć w tak wielkie serce nieznajomego. Dopiero, gdy usłyszała imię właściciela pola, na którym zbierała kłosy Rut wszystko zrozumiała. Booz był dalekim krewnym jej zmarłego męża, który miał względem nich prawo wykupu, kładące na nim obowiązek wykupienia pola Elimeleka i poślubienia Rut, aby dać Elimelekowi potomstwo. Wydawało się jednak, że sam Booz nie był tego świadomy.

– Moja córko, czyż nie powinnam ci poszukać spokojnego miejsca, w którym byłabyś szczęśliwa? – spytała Noemi Rut. – Oto czyż nie jest naszym powinowatym Booz, Booz, z którego dziewczętami ty byłaś? On to właśnie dzisiaj wieczorem ma czyścić jęczmień na klepisku. Umyj się i namaść, nałóż na siebie swój płaszcz i zejdź na klepisko, ale nie daj się jemu poznać, dopóki nie skończy jeść i pić. A kiedy się położy, ty zauważywszy miejsce jego spoczynku, wyjdziesz, odkryjesz miejsce przy jego nogach i położysz się, a on sam wskaże ci, co masz czynić – poradziła swojej synowej.

Rut postąpiła zgodnie z poleceniami teściowej. Gdy Booz po jedzeniu i piciu położył się na brzegu stosu jęczmienia, dziewczyna podeszła cichutko i położyła się u jego stóp. W środku nocy mężczyna przebudził się i zdziwiony dostrzegł kobietę śpiącą u jego stóp.

– Kto Ty jesteś? – zapytał.

– Ja jestem Rut, służebnica twoja – odpowiedziała obudzona jego słowami dziewczyna. –  Rozciągnij brzeg swego płaszcza nade mną, albowiem jesteś powinowatym – dodała jeszcze, mając nadzieję, że Booz zrozumie, że nawiązuje w ten sposób do obowiązku wykupu, dzięki któremu ona i jej teściowa mogłyby być pewne spokojnego życia.

Booz zastanowił się chwilę, w skupieniu przyglądając się Rut. Gdy cisza zaczynała się już nieznośnie przedłużać wreszcie powiedział:

– Błogosławiona bądź, moja córko, przez Pana! Jeszcze lepiej niż za pierwszym razem okazałaś swoją miłość do Elimeleka i Noemi za drugim razem, gdy nie szukałaś młodych mężczyzn, biednych czy bogatych. Nie lękaj się więc, moja córko; wszystko, co powiedziałaś uczynię dla ciebie, gdyż wie każdy mieszkaniec mego miasta, że jesteś dzielną kobietą. Jednakże, jeśli jest prawdą, że jako krewny twego męża mam prawo wykupu, to jest jeszcze krewny bliższy ode mnie. Pozostań tutaj przez noc, a rankiem, jeśli on będzie chciał wypełnić wobec ciebie swój obowiązek jako krewny twego męża, dobrze będzie, jeśli go wypełni, lecz jeśli nie będzie chciał go wypełnić, to na życie Pana, ja go wypełnię względem ciebie. Śpij aż do rana!

Rut słysząc takie zapewnienia bardzo się ucieszyła. Co prawda usłyszała również, że to nie Booz, ale inny krewny na przed nim prawo wykupu, a ona zdążyła polubić już hojnego właściciela pola, ale przede wszystkim znalazła w jego słowach zapewnienie, że krewni jej męża nie zostawią jej i Noemi samych. Nad ranem Booz bardzo wcześniej wstał i odszedł od miejsca, w którym spędził noc, nie chcąc, by ktoś dostrzegł, że spali wraz z Rut obok siebie – to mogłoby doprowadzić do niesłusznych oskarżeń, a dobre imię Rut było dla Booza dużą wartością.

Następnego dnia Rut wróciła do Noemi obdarowana sześcioma miarami jęczmienia. Wszystko wskazywało na to, że kobiety nie zaznają już głodu, a pomiędzy Rut i Boozem kształtowała się relacja oparta nie tylko na prawie wykupu, ale również na rzeczywistym wzajemnym zainteresowaniu.

Booz w tam czasie udał się do bram miasta, gdzie spotkał krewnego posiadającego w pierwszej kolejności prawo wykupu majątki Elimeleka. Poprosił go o rozmowę i wezwał na świadków dziesięciu mężczyzn ze starszyzny miasta. Wiedział bowiem, że rozmowa, którą przeprowadzi ze swoim krewnym będzie wiążąca w kwestii nabycia praw do pola ich zmarłego krewnego i poślubienia Rut.

– Pole, które należało do naszego krewnego, Elimeleka, sprzedaje Noemi, która wróciła z ziemi Moabu – zaczął Booz. – Uważałem, że należy cię o tym zawiadomić i powiedzieć ci wobec tych, którzy tutaj siedzą, i wobec starszyzny mojego narodu: jeśli chcesz nabyć to pole jako krewny, kupuj, a jeśli nie chcesz, daj mi znać, abym wiedział, gdyż nie ma nikogo przed tobą, kto by je mógł wykupić jako krewny, ja bowiem idę po tobie.

Booz miał nadzieję, że krewny nie skorzysta z możliwości wykupu, ale mówiąc te słowa serce mocniej biło mu w piersi. Zwłaszcza, że odpowiedź, którą usłyszał nie była taka, jakiej oczekiwał:

– Ja wykupię – odpowiedział krewny.

– W dniu, kiedy wykupisz pole z rąk Noemi – dodał Booz – weźmiesz również i Rut Moabitkę, żonę zmarłego, aby utrwalić jego imię na jego dziedzictwie.

Na te słowa krewny zmieszał się i zrezygnował z prawa wykupu. Booz nie mógł liczyć na szczęśliwsze zakończenie tej sprawy. Mając świadków uzyskał pozwolenie na poślubienie Rut. Tak też się stało. Kobiety, które z taką radością witały Noemi, rozmawiając z nią, ponownie szczęśliwe chwaliły Boga mówiąc:

– Niech będzie błogosławiony Pan, który nie pozwolił, aby dzisiaj zabrakło ci powinowatego z prawem wykupu. Imię jego będzie wspominane w Izraelu. On będzie dla ciebie pociechą, będzie cię utrzymywał w twojej starości. Zrodziła go dla ciebie twoja synowa, która cię kocha, która dla ciebie jest warta więcej niż siedmiu synów

Po niedługim czasie Rut i Booz cieszyli się narodzinami syna Obeda, owocu ich miłości i oddania, który był ojcem Jessego i dziadkiem Dawida, króla Izraelskiego.

Czy ta historia to opowieść o miłości Rut i Booza? Po części pewnie tak, ale jeśli spojrzymy w nią głębiej, to przede wszystkim historia zupełnie innej miłości, takiej która choć skrywa się na drugim planie ma siłę zdolną przenosić największe ciężary, miłości Rut i Noemi. Synowa, która dla swojej teściowej porzuca rodzinne strony, udaje się do narodu, który ma o jej pobratymcach najgorsze zdanie,  która posłusznie wykonuje polecenia starszej kobiety, jest kobietą, która kocha i dba. Właśnie takiej miłości nam trzeba.

***

Więcej o historii Rut, Noemi i Booza możecie przeczytać w najnowszej książce o. Adam Szustaka OP Serce w serce. Komentarz do księgi Rut.

Zobacz też

  • „Serce w serce” o. Adama Szustaka – recenzja – Gwałotwnik Marzec 2, 2017 at 11:32 am

    […] *Grafika pochodzi ze strony Fundacji MALAK […]