opowieści

Pomarańczowy przepis na miłość

Luty 8, 2016

Jak budować miłość? Miłośnicy Pachnideł wiedzą, że konieczne są mirra, trzcina wonna, cynamon, kasja i olej. Jakość takiej recepty gwarantuje Pieśń nad pieśniami. O co w niej chodzi? Skąd wzięły się Pachnidła? Karolina i Przemek byli i widzieli. Dziś opowiadają o spotkaniach Pomarańczarni i o składnikach wonnego związku.

Jola Szymańska: Jak było?

Karolina: Magicznie. Piliśmy herbatę z pomarańczy, w ciemności pośród zapalonych świeczek, w krypcie u Dominikanów. Konferencje o. Adama Szustaka odbywały się w piątkowe wieczory. Dostawaliśmy kartki z małymi fragmentami Pieśni nad pieśniami. Małymi, żeby Ojciec zdążył wszystko opowiedzieć, ale spotkania i tak często się przedłużały. Z czasem ludzi było tak wiele że spotkania z powodu braku miejsc przeniesione zostały do sali konferencyjnej. I zrobiły się z nich ogromne pikniki (śmiech).

Przemek: Po konferencji Ojciec puszczał odcinek Przyjaciół, ludzie przynosili jedzenie.

Skąd tych ludzi tyle się brało?

Karolina: O Pomarańczarni można było się dowiedzieć z dwudziestek [msza święta o 20:20 u krakowskich dominikanów]. A kiedy ktoś zaczynał chodzić, sam widział jaki ma to wpływ na jego relacje.

A jaki wpływ miało na Was?

Razem: (śmiech)

Karolina: Wiedziałam, że o to zapytasz.

Przemek: We mnie Pomarańczarnia wyrobiła coś w rodzaju kręgosłupa moralnego. Świat mówi o związkach: byle szybko i przyjemnie, byle więcej wrażeń. A tutaj nagle ktoś opowiada, że nie tędy droga, że możesz osiągnąć coś dużo lepszego, jeżeli będziesz pracować nad swoimi wadami i wadami drugiej osoby.

Konkurs Walentynkowy – wygraj Akrobatykę Małżeńską! >>

Karolina: Utwierdziła nas w przekonaniu, że nasze spotkanie nie było przypadkowe. Beczka i Pomarańczarnia pokazały nam, że warto czekać na siebie, że da się zbudować coś absolutnie pięknego i trwałego, ale tylko z Nim. Wszystkie składniki Pachnidła wryły się w nas gdzieś bardzo głęboko. Po pięciu latach bycia razem ciągle na nowo je odkrywamy.

Macie piękny notes z wysuszoną pomarańczą na okładce. W środku notatki z konferencji. Wygląda to jak sekretny pamiętnik albo zbiór domowych przepisów.

Karolina: Tak, to był prezent dla Przemka. Po drugim spotkaniu sam stwierdził, że musi to zapisywać, bo nie byliśmy w stanie zapamiętać wszystkiego. A każde słowo było dla nas ważne.

To jaki jest przepis na miłość? Od jakich składników zaczniemy?

Karolina: Dla mnie najistotniejsza była mirra – wierność. I ufność, bo od samego początku miałam przeczucie, że ktoś z góry czuwa i nas prowadzi. Nie byłam tylko pewna czy i Przemek je ma. Moja babcia przez 8 lat czekała na dziadka, który walczył w Armii Andersa. Wrócił co prawda na krótko, bo 4 lata później zmarł, ale do końca życia babcia była mu całkowicie oddana i wierna. Chyba dlatego wierność i waga danego sobie słowa tak bardzo we mnie utkwiły.

Potem jest cynamon – ochrona przed złym. Na początku tego nie doceniałam i chyba nie rozumiałam (śmiech). Dopiero później zobaczyłam jak Przemek o nas walczy, jak mu zależy jak bardzo stara się nas chronić . No i trzcina wonna – dialog.

Przemek: Tego można się uczyć do końca życia (śmiech).

Karolina: O. Adam proponował takie rozwiązania, które z pozoru są proste – „porozmawiajcie”. Ale kiedy przychodzą konkretne problemy, to ciężko się zebrać i rzeczywiście głęboko je przegadać. Niekiedy po prostu ciężko się zrozumieć.

A kasja?

Karolina: Kasja, czyli żarliwość, ciągłe zabieganie o siebie. Potraktowaliśmy to bardzo dosłownie. Mamy swój jeden dzień każdego miesiąca, w którym staramy się szczególnie zadbać o to co dostaliśmy, znaleźć czas na herbatę, kwiaty i dłuższą rozmowę. Wiedzielismy że związek to ciągła praca, która wymaga rezygnacji niekiedy z siebie, z własnych planów, że wymaga uwagi i czasu. No i ostatnim składnikiem zdaje się jest oliwa, która wszystko spaja.

Pamiętacie jakiś kluczowy dla Was wieczór Pomarańczarni?

Karolina: Na mnie ogromne wrażenie zrobiła konferencja o lisach. Ojciec faktycznie poruszał wtedy trudne tematy. Byliśmy wtedy ze sobą dopiero dwa miesiące, a on już mówił o zdradliwych, przebiegłych lisach, o wielu naprawdę poważnych problemach. O tym, że związek nigdy się nie uda, jeżeli jedna osoba nie wyciągnie z tej drugiej tych „lisów” i nie zaprowadzi jej do Boga. Pamiętam, że po tej konferencji długo spacerowaliśmy i rozmawialiśmy. Wielu „lisów” się wtedy pozbyłam. Inne jeszcze zostały, ale wciąż nad nimi pracuję (śmiech). Zrozumiałam, że związek to jest jednak od samego początku ciężka praca.

Akrobatyka Małżeńska w Sklepie MALAK >>

Przemek: Mi utkwiła konferencja, w której Ojciec opowiadał o tym jak Salomon, pisząc Pieśń nad pieśniami, prosił Boga o „serce słuchające”. Chodziło o umiejętność spojrzenia na drugą osobę z jej perspektywy. Ojciec podał taki przykład, żeby zrobić drugiej osobie herbatę i podać jej do ręki jeszcze zanim ona pomyśli, że chciałaby się napić. I nie chodzi o wyrobienie sobie przyzwyczajeń, ale o myślenie o drugiej osobie.

I zacząłeś tak rzeczywiście robić?

Karolina: (śmiech) Było tak i coraz częściej to się Przemkowi udaje.

Przemek: Ale nie można powiedzieć, że ktoś się już tego „nauczył”. Myślę, że tego uczy się całe życie.

A gdyby nie Pachnidła, to, mimo wiary, podchodzilibyście do siebie inaczej?

Karolina: Byliśmy z dwóch różnych światów i czasami się o to spieraliśmy. Kiedy te światy się zderzyły, musieliśmy mieć jakiś fundament, żeby wszystko się udało. I Pomarańczarnia była takim fundamentem. Po drugie przekonała nas, że warto zawalczyć o ten związek. I warto naprawdę na siebie czekać.

Przepracowanie sobie świata rodziny, w której wyrośliśmy i świadomość tego, że musimy stworzyć coś nowego, jest strasznie trudne. Każdy jest przekonany o swojej racji.

Karolina: Ja zawsze miałam obraz mamy, która jest wyjątkowo silną kobietą. Po śmierci taty sama wychowała siódemkę dzieci. Dała nam ogromnie wiele miłości, ale w moim domu brakowało Ojca. Kiedy poznałam Przemka, fajna, małżeńska relacja jego rodziców, obecność taty w Jego domu była dla mnie czymś nieznanym i szokującym. Nie wiedziałam jak to funkcjonuje. Dziwiły mnie takie podstawowe rzeczy jak to, że żona gotuje mężowi obiad. U mnie wszystko było takie szalone, a u Przemka spokojne, uporządkowane. Na początku mnie to przeraziło, potem zachwyciło.

Przemek: Moja rodzina jest standardowa. Strasznie to doceniam, ale z drugiej strony każde odchylenie jest odbierane jako coś niepotrzebnego. I nagle pojawia się Karolina – całkowicie z innego świata. Rzeczy, które dla mnie były normalne i poukładane, nagle okazują się nieoczywiste. Będąc z Karoliną na wiele rzeczy zacząłem patrzeć inaczej. Dziś myślę, że najważniejsze jest być ze sobą i z Nim naprawdę blisko.

Słuchanie Pomarańczarni pomogło Ci odważyć się i powiedzieć rodzicom: „chcę inaczej”?

Przemek: Troszkę tak. Nie wiem czy tylko Pomarańczarnia, inne konferencje o. Adama też.

Wychodzi na to, że to było odkrywanie samych siebie?

Przemek: Tak.

Karolina: Dokładnie. To nie były spotkania tylko dla par, ale raczej lekcja poznawania samego siebie, swoich słabości i swojego powołania.

*
Pachnidła to konferencje z dwóch pierwszych lat istnienia Pomarańczarni, czyli piątkowych, wieczornych spotkań studentów krakowskiej Beczki, i są zapisem wspólnego badania Pieśni nad pieśniami. Możesz je kupić w Sklepie MALAK >>

Zobacz też