autor, news, opowieści

Tomasz Zamorski OP: Tęsknię za Niebem!

Listopad 21, 2016

Po raz pierwszy zobaczyłem go, gdy zaskoczony wychodził na ambonę, jak uczniak wyciągnięty do odpowiedzi. Zaledwie trzy sekundy wcześniej ojciec Tomasz Nowak dał mu znak, żeby powiedział krótkie słowo będące komentarzem do czytania z jutrzni. Pomyślałem sobie: „Cóż mądrego można powiedzieć bez przygotowania?ƒ“. Pomyślałem i zdębiałem, gdy minikonferencja się zaczęła. „Różne są dary łaski“ i różne rodzaje posługiwania, a jednym z nich jest charyzmat kaznodziejstwa, który on na pewno ma. On. Ojciec Dziabąg. Praktykujący kaznodzieja tęskniący za Niebem. Ojciec Tomasz Zamorski OP. Poznaj go bliżej!

[Powołanie] „Rysowałem siebie przy ołtarzu, w białym dominikańskim habicie.“

Chciałby mieć piękną historię nawrócenia. Chciałby móc mówić, że jako nastolatek był postrachem osiedla, łobuzem rozbijającym sąsiadom okna. Że pewnego dnia znalazł go Pan Jezus, a on obudził się do życia. Chciałby, bo taka historia może mieć dużą wartość ewangelizacyjną, trafiać właśnie do takich podwórkowych „łobuzów“. Takiej historii jednak nie ma, co wcale nie znaczy, że jego słowa do osiedlowych rozrabiaków nie trafiają.

Gdy ojciec Zamorski był chłopcem, mieszkał w Tarnobrzegu, pośrodku którego od XVII wieku króluje klasztor dominikanów. Przez wiele lat to właśnie on był parafialnym kościołem przyszłego zakonnika, a mały Tomuś księdza utożsamiał bezpośrednio z ubranymi w białe habity dominikanami. W dzieciństwie poza nimi nie spotkał chyba żadnego innego kapłana. Wspomina nawet, że gdy pierwszy raz zobaczył księdza diecezjalnego, długo nie mógł zrozumieć dlaczego chodzi on w czarnym „habicie“ i ma przy nim tak dużo guziczków.

W czasie pierwszej Komunii Świętej ojciec Tomasz podjął decyzję o tym, że zostanie księdzem. To była jedna z tych dziecięcych deklaracji „na całe życie“ – „W przyszłości będę strażakiem, piekarzem, wróżką albo Supermanem!“ Ten konkretny ośmiolatek nie lubił jednak rzucać słów na wiatr, więc o swoim zamiarze szybko listownie poinformował babcię, która zachowała zapisaną dziecięcymi kulfonami kartkę. Po raz kolejny, tym razem już świadomie decyzję podejmował już po skończeniu szkoły. Powiedział: „Panie Boże, jeżeli to jest moje miejsce, to idę od razu. Po co marnować czas i życie na rzeczy, które nie są moim powołaniem“. Babcia byłby zachwycona, koledzy chyba nie do końca wiedzieli, mama bardzo się wzruszyła i przez jakiś czas nie mogła poradzić sobie z zaakceptowaniem tej decyzji, a tata… Tata zdążył go jeszcze pobłogosławić.

Powołanie

[Młodzież] „Pan Bóg nie jest im do niczego potrzebny.“

Piętnaście minut przed Mszą kościół w Prudniku był już pełen wiernych. Wszystkie dzieci zebrane blisko ołtarza zaczynały się niecierpliwić czekając na Ojca Dziabąga. Ojciec Tomasz „Dziabąg“ Zamorski nie spieszył się, wychodził z pacynką na ręku i rozpoczynał dialog z dziećmi, przygotowywał grunt pod to, co miały usłyszeć w czasie Eucharystii. „To  wszystko działo się przed Mszą. Chodziło o to, żeby w homilii wybrzmiało Słowo, nic więcej.“ Nikt nie spóźniał się na Mszę, dzieci pilnowały rodziców, by nie przegapić spotkania z Dziabągiem.

Mijało kilka lat i role często się odwracały. Teraz to rodzice pilnują dzieci, żeby w ogóle poszły do kościoła. Pan Bóg nie pasuje do stylu życia, jaki prowadzi młodzież. „Jest jakby z innej narracji, z innego świata, z kosmosu. Te kościelne koronki, świeczki, kadzidła, te barokowe przestrzenie naszych świątyń, ksiądz, modlitwy i patetyczny ton – to wszystko nie współgra z ich życiem. Sacrum jest dla nich tak odległe, tak wyalienowane, że w głowach rodzi im się pytanie: »Dobra, ale po co ja mam chodzić do tego Kościoła? Po co mam się modlić? Po co ten cały obrządek? Po co te dogmaty, ta wymagająca moralność?« Jednocześnie są bardzo samotni. Samotni, bo nie potrafią porozumieć się z rodzicami, a przed rówieśnikami udają kogoś kim nie są. Samotni, bo nie rozumieją do końca swoich emocji, swojego świata – dopiero poznają samych siebie i uczą się nazywać to, co się w nich dzieje. Szukają alternatywy dla tej samotności i znajdują ją w permanentnej zabawie, alkoholu i innych środkach odurzających czy podłączeniu do neta i  nieustannej zabawie komórką. Wszystko jest na zewnątrz. Nie ma odwagi, żeby zajrzeć gdzieś do środka.“

Parędziesiąt lat temu wcale nie było łatwiej. Młodzież zawsze zmagała się z tymi samymi problemami i lękami przed dorosłością. „Jedną z najbardziej pożądanych i naturalnych tęsknot była i jest potrzeba akceptacji przez grupę rówieśniczą. To ona potwierdza i buduje naszą tożsamość, co jest trudne, jeżeli ktoś reprezentuje kontestowane wartości takie jak religia, Kościół czy poprawność moralna. Wtedy często sam siebie skazuje na bycie outsiderem. Dla młodych – i to jest paradoksalne – ważne jest zarówno bycie częścią większej zbiorowości, jak i pozostanie sobą, a więc kimś wyróżniającym się.“ To często wymusza stanięcie przed ważnym wyborem: Chcę wierzyć sobie czy pójść za tłumem, który proponuje coś zupełnie innego? Świat się zmienia, pewnie jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu  było mniej tego typu przynagleń. „Mniej było też bodźców i stymulacji zewnętrznych, co kreowało określony sposób spędzania wolnego czasu – więcej działo się w »realu« niż w wirtualnym świecie. Również rodzice mieli więcej czasu dla dzieci, przez co ich wychowanie było bardziej tradycyjne.“ Ojciec Zamorski wspomina, że u niego w domu tato dbał o to, by wszyscy w pierwszy piątek poszli do spowiedzi i Komunii Świętej, a przez lata w domu przetrwał również zwyczaj przepraszania się nawzajem przed skorzystaniem z sakramentu pokuty – „rodziców całowało się nawet w rękę.“

125

[Kapłaństwo] „Być człowiekiem, który żyje dla Boga.“

Był początek XIX wieku, kiedy w Ars proboszczem został Jan Maria Vianney – człowiek z pozoru mało wybitny. Ledwo radził sobie z zajęciami seminaryjnymi, przełożeni wielokrotnie starali się skłonić go do rezygnacji z kapłaństwa, a jego kazania były monotonne i schematyczne. Jan Maria jąkał się i często gubił wątek. Mogłoby się wydawać „człowiek – porażka“, gdyby nie to, że Pan Bóg obdarzył go konkretnym charyzmatem – niesamowitym darem do spowiadania, wyczytywania prawdy z ludzkich sumień. Szacuje się, że proboszcz z Ars dziennie potrafił spowiadać nawet siedemnaście godzin, a przez czterdzieści jeden lat jego proboszczowskiej posługi odbył ponad milion spowiedzi. To jego w 2009 roku Benedykt XVI ustanowił patronem roku kapłańskiego.

Dla ojca Zamorskiego taki wybór był sporym zaskoczeniem. „Pomyślałem: Boże, co ten papież wymyślił? Co on nam proponuje, czy to model kapłaństwa na XXI wiek? Anachroniczny, mocno nieżyciowy?“ Dopiero bliższe poznanie proboszcza z Ars i „odczytanie intencji Kościoła“ otworzyło mu oczy. „My, bracia dominikanie, często ulegamy takim nowinkom, takiej opinii, że, aby być kapłanem na miarę naszych czasów, trzeba być obecnym w mediach i umiejętnie z nich korzystać. Trzeba systematycznie publikować jakiś idealnie skrojony i »zdizajnowany« materiał, najlepiej zgodny z obecnymi trendami, który dodatkowo będzie korzystał z najnowocześniejszych osiągnięć i nawiązywał do najnowszej stylistyki. Ten anachroniczny Jan Maria Vianney zupełnie do tego nie pasował. Był jakby nie z tego świata, ale przez to właśnie miał w sobie to »coś«. Jeżeli – pomyślałem sobie – ksiądz w XXI wieku ma jeszcze coś temu światu powiedzieć, to sam nie może być z tego świata. On musi być inny. On ma być nie na czasie, bo czasem księdza jest czas Chrystusa. I właśnie taki był Vianney z tą swoją prostą, dziecięcą wiarą w dobie intelektualnego oświecenia na przełomie XVIII i XIX wieku.“

Posłuchaj, jak ojciec Tomasz mówi o smaku życia z Bogiem >>

Kapłan powinien zajmować się duchowością, czytać Słowo Boże, siedzieć w konfesjonale czekając na penitentów. Może  wydawać się to absurdalne, może się wydawać, że powinien „założyć jakąś fundację, zająć się kolejnym głodnym i ubogim, powinien działać. Tymczasem ksiądz ma być przede wszystkim człowiekiem, który żyje z Boga i dla Boga, żyje na Jego chwałę. To jest bardzo szczególny los i szczególny rodzaj powołania – dzisiaj nie potrafimy pojąć tego, że gdy Chrystus zaprasza kogoś na tę drogę, ma prawo zabrać mu wszystko inne. »Zabrać« łączy się jednak z »dać, oddać, złożyć w ofierze Chrystusowi«, ponieważ On sam wystarczy.“ Dla ojca Tomasza kapłan to człowiek relacji z Chrystusem, który nie musi znać się na samochodach czy „godzinami trenować przygotowując się do kolejnych maratonów. Jeśli ma się na czymś znać to właśnie na tej świętej więzi między Bogiem a człowiekiem. Nie musi wielu innych rzeczy, ale jedno jest jego obowiązkiem – modlić się i stawać przed Bogiem, kosztować tego jedynego i sycącego smaku życia.“

fot. Krzysztof Nowak

 [Benedykt XVI] „Ja mu chyba trochę zazdroszczę…”

W 2005 roku wydawało się, że przejęcie sterów Kościoła po Janie Pawle II jest praktycznie niemożliwe. Trudno było wymyślić, kto byłby w stanie przejąć dowodzenie tym niezwykłym okrętem po tak charyzmatycznym kapitanie. Właśnie wtedy świat poznał Benedykta XVI. Papieża, który według ojca Tomasza miał niesamowitą umiejętność przenikania i sięgania w głąb rzeczywistości. „Rzadko dyskurs publicystyczny potrafi sięgać ku rozumieniu zamiast ku mnożeniu medialnej piany. Może dlatego, że niewielu jest ludzi, którzy widzą »źródło« danej rzeczy. Do takich na pewno należy Benedykt XVI, który zaglądając w głąb historii, spraw i opinii, jak nikt diagnozuje naszą rzeczywistość. Nasze działania jako Kościoła nie będą adekwatne, jeśli nie będziemy potrafili, tak jak on, tej diagnozy we właściwy sposób postawić.“ Ojciec Zamorski nie boi się nazywać papieża seniora najgenialniejszym człowiekiem przełomu XX i XXI wieku. Benedykt XVI to dla niego ktoś, kto zapoczątkował przemianę w przeżywaniu swojego kapłaństwa oraz ktoś, kto miał ogromny wpływ na jego myślenie o Kościele i świecie, o człowieku i jego poszukiwaniu Boga.

„Być może z polskiej perspektywy najważniejszym elementem pontyfikatu Benedykta było kontynowanie nauczania Jana Pawła II, ale nie możemy zapomnieć o całej reszcie, o zwróceniu uwagi Kościoła na wagę Liturgii, na wagę modlitwy.“ Ojciec Tomasz przyznaje, ze nieustannie zaskakuje go, że ten niewątpliwie wybitny, subtelny teolog potrafi jednocześnie być bardzo sprawnym kaznodzieją. „Może nie uwodzi energią i duszpasterskim wdziękiem, ale poprzez swoje słowa otwiera drzwi Chrystusowi. Mówi prosto, jasno, obrazowo, tak do ludzkich serc.”  Nigdy nie boi się mówić wprost i brać odpowiedzialności za swoje słowa, bo „najważniejszy jest dla niego Bóg. »Jeśli nie mówimy o Bogu, jeśli nie odkrywamy Boga, pozostajemy w kręgu rzeczy drugorzędnych«“.

fot. Krzysztof Nowak [Łódź] „Po prostu kocham tę kamienicę.”

Ojciec Tomasz nie wyobraża sobie, że mógłby mieszkać w innym miejscu. Kocha kamienicę będącą łódzkim klasztorem dominikanów. Kocha małą kaplicę, która znajduje się w jej wnętrzu i ludzi, którzy tutaj znaleźli swój kościelny dach nad głową. I kocha to miasto wraz z jego XIX-wieczną architekturą teraz szybko ulegającą modernizacji.

Dominikański klasztor jest jak przystanek na drodze. Wielu ludzi „przyjeżdża“ tu na chwilę, by zaczerpnąć dominikańskiego ducha i wraca do swoich wspólnot parafialnych. Ojciec Tomasz zastrzega jednak, że dominikanie wcale nie są „jakąś lepszą wersją Kościoła“, która ma receptę na wiernych. On sam lubi po prostu współbraci, z którymi mieszka pod jednym dachem. „Dobrze mi się z nimi żyje, dobrze mi się rozmawia, dobrze mi się z nimi głosi. Niesamowitym doświadczeniem jest też bliska współpraca w głoszeniu, w prowadzeniu warsztatów i w uczeniu kaznodziejstwa z braćmi: przeorem Tomkiem Nowakiem i Wojtkiem Jędrzejewskim. Ich zaufanie jest bezcenne. To jest niesamowite, że każdy z nas ma inne doświadczenie, inaczej mówi i głosi, a jednocześnie to wszystko ze sobą jakoś współgra, że w tej różnorodności można odnaleźć jedność i działanie Ducha Świętego, bo trafimy w ten sposób dużo większej grupy odbiorców.“

***

Najnowszy audiobook ojca Tomasza dostępny jest już w sklepie Malak.

smaki-ziemi-wizualizacja

Smaki ziemi obiecanej, czyli o delektowaniu się życiem.
Jaki jest smak ziemi obiecanej, a więc smak życia z Bogiem, wędrowania z Nim i po Jego drogach?
Zagubionemu i niepewnemu powiem – zapytaj. Niespokojne serce pyta o drogę, sens, znaczenie, ale też znajduje i przeczuwa odpowiedzi.
Początkującemu powiem – zapragnij. Ale też bądź wierny odnalezionej prawdzie, uwierz Temu, który przemówił i poruszył serce. Idź dalej, Bóg nie ma kresu.
Zaawansowanemu i człowiekowi drogi powiem – zaryzykuj. Podejmij jeszcze raz decyzję, wybierz Boga i żyj dla Niego i z Jego powodu, nie przestawaj Go wybierać.
Doświadczonemu i wytrwałemu powiem – smakuj. Poznawaj walory, odcienie, połączenia, „wypłyń na głębię”, chciej więcej. Tak zaczyna się niebo – smakowaniem Boga.

Zobacz też